„Zmotywuj się!” – a może jednak nie…

Motywacja to ulubiony ostatnio termin. Krzyczą na jej temat kołczowie, psychologowie, trenerzy, a nawet politycy radzą nam się motywować. Doradcy finansowi mówią: „proszę się zmotywować do robienia oszczędności”, a nauczyciel Twojego dziecka poradzi Ci serdecznie: „zmotywuj Ty, Kowalska, swego syna do odrabiania lekcji”.

Motywacyjne obrazki wyskakują na nas zewsząd. Są na portalach społecznościowych, i jak mniemam (bo pewności, z racji braku TV, nie mam) w telewizji śniadaniowej. Popularne blogerki trzaskają na jej temat na prawo i lewo pościki, zdjęcia i infografiki. Przyznanie się do bycia zdemotywowanym to chyba obecnie gorszy nietakt niż głośne pierdnięcie.

Tylko chyba w tych całych dywagacjach brakuje prostego pytania – czym ta motywacja jest i czy działa? Na czym polega robienie tego, czego się nie chce, udając, że to dla naszego dobra? Czy pod przykrą motywacji nie czai się przypadkiem po prostu zwykłe wymuszanie na sobie pewnych rzeczy? Oczywiście, z przyklejonym, sztucznym uśmieszkiem na buzi. Bo musi być dowód, że motywacja jest taka hiper supcio najs.

Cały ten szum motywacyjny wydaje mi się bardzo nieszczery. Owszem, dorosłe życie wymaga robienia pewnych rzeczy, które nam się kompletnie nie uśmiechają. Wstawanie o 6 rano, by iść do pracy. Porażki. Sprzątanie po nich. Obowiązki, jak zmywanie, zakupy. Szarzyzna każdego dnia. Monotonne, powtarzalne czynności, które kiedyś tam, w odległej galaktyce, może przełożą się na sukces. Kolejny przysiad, kolejne wyjście na siłownię. Kolejna sałatka zamiast frytek. Seria małych wyborów, które nie wydają się takie fajne, ale mają zaprocentować albo wydają się rozsądne. Dużo rozsądniejsze, niż 3 tabliczki czekolady na śniadanie.

Motywacyjny spisek

A jednak – wolę obowiązkowe podejście do rzeczywistości. Można się bawić w te motywacyjne gadki i filmiki, ale to nie działa na dłuższą metę. Dużo lepsze jest przyznanie przed samym sobą, że coś nas przerasta. Że dziś nie chce się nam nic. Że boli nas głowa i wyjście pobiegać jest ostatnią rzeczą, na jaką mamy ochotę. A potem przemyśleć, co będzie dla nas lepsze – zostanie w domu, czy jednak zrobienie tego, co mamy. I dokonanie świadomego wyboru.

Motywacja kojarzy mi się z mamieniem dziecka cukierkami. Tylko, że w tym wypadku jesteśmy jednocześnie dorosłym, który opakował obowiązki w złote papierki, dzieckiem, które ma na nie ochotę i osobą, której przyjdzie je rozpakować.

Obrzucamy się tymi cukierkami, udając, że nagle coś, czego nie lubimy stanie się fajowe. A jednocześnie marnujemy masę energii na to, by się w ogóle zmotywować. Nie prościej po prostu powiedzieć sobie: „ok, nie cierpię tego, ale muszę to zrobić, to macham to teraz, a później będę mieć spokój”.

Przyłapałam się na tym ostatnio, gdy nie miałam motywacji do pracy. Często szukałam jej po różnych portalach, gdy do mnie dotarło, że niepotrzebnie marnuję czas. Powinnam albo dać sobie odpocząć albo zrobić, co muszę i iść cieszyć się wolnym czasem. Zamiast tego dałam się złapać na haczyk motywacji i w jej poszukiwaniu marnowałam czas, w którym mogła ona przyjść sama z siebie.

Motywacja, taka prawdziwa motywacja, albo w nas jest, albo jej nie ma. Nie można sobie jej zaimplementować. Albo chce nam się coś zrobić albo nie. Nie ma stanu pośredniego.

A w tym całym ruchu motywacyjnym jest też bardzo gorzka piguła. Jak nie jesteś taki jak reszta, to znaczy, że jesteś gorszy. Jak nie możesz się zmotywować, bo od paru dni masz grypę, a lajstajlowy guru ma zapalenie płuc i przebiegł maraton, to czujesz się jakiś wybrakowany. Jak chcesz osiągnąć sukces w pracy i dzielnie robisz swoje 100% normy, to Ci przykro, jak wszyscy podziwiają zmotywowanego Aleksa, który robi 105% z dużym hałasem i daje wszystkim złote rady, że chcieć znaczy móc. Ty też przecież chcesz. No może nie tak mega mocno, ale chcesz. Albo chciałbyś chcieć, ale nienawidzisz księgowości i wolałbyś projektować domki dla ptaków. I jak masz się zmotywować nagle do pokochania rzędów cyferek? Może Aleks da Ci jakieś wyświechtane, motywacyjne rady. Powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *